czwartek, 23 marca 2017

"CoZaSzycie" !

No cześć! :D

Muszę się Wam pochwalić! :) 

Moim prezentem imininowo-urodzinowym, który dostałam od mojej przyjaciółki.
 
Teraz już biorę się za szycie całkiem poważnie! Tzn. cały czas traktuję to całkiem poważnie, nie myślcie, że nie. Ale chodzi mi o to, że chcę poznać wszystkie tajniki krawiectwa! No, może nie wszystkie na raz, bo z pewnością jest ich cały ogrom, ale chociaż te najbardziej podstawowe. Dlatego teoria jest tutaj stety lub niestety niezbędna! Nie chce szyć na oko, cały czas odrysowując wykroje od ubrań, które noszę. Chcę stworzyć coś sama. Ale żeby to zrobić trzeba się paru rzeczy nauczyć.
I już mam coś, co mi w tym pomoże!
Ta daaaaaaaaaaaaaam ! :)



Książka pt. „Co za szycie” Anny Maksymiuk-Szymańskiej.

Znam tą kobietkę z kanału na YouTube – takie szycie krok po kroku. Ale jak tylko dowiedziałam się, że napisała książkę, to pierwsze, co sobie pomyślałam, że muszę ją mieć ;) No i mam :D

Dzięki tej książce mam nauczyć się (wg słów autorki) podstawowych informacji odnośnie tkanin, ściegów, igieł, stopek. Dowiem się też jak zdejmować miary i na ich podstawie samodzielne robić WYKROJEEE!!! ;D O to najbardziej mi się rozchodzi! :D




A jeśli chodzi o praktykę to czeka mnie szycie bluzki podstawowej, bluzy ze ściągaczem, spódnicy ołówkowej, spódnicy z koła, sukienki, spodni dresowych, spodni cygaretek i torby-worka. 
Sporo tego :) Już nie mogę się doczekać! Aaaaaaaaaaaaa ! :D :D :D





Zobaczymy, czy autorka ma rację czy też nie ;p I czy faktycznie po jej przeczytaniu możliwe będzie uszycie tych wszystkich rzeczy :D

Do książki dołączona jest płytka, gdzie jej autorka krok po kroku wszystko przedstawia.

No nic kochani, uciekam czytać! I szyć! :) zobaczymy, czy będzie się czym pochwalić :)

Buziaki!!! :D


P.S. Widzicie!?!? Każdy może szyć ! ;)

poniedziałek, 13 marca 2017

Dekupażówki



Krawiectwo tak mnie wciągnęło, że decoupage chwilowo poszedł w odstawkę…
Ale nie martwcie się! Na Wielkanoc przygotuję coś specjalnego :)

A dzisiaj chciałabym Wam pokazać moje dotychczasowe decoupagowe prace. Tym razem skupimy się na tematyce kuchennej i kuchennych dodatkach.


Na pierwszy rzut idą drewniane podkładki pod szklanki i kubki :)

Romantyczny i subtelny styl vintage.



Tutaj prawdziwa francja-elegancja!

A te, na specjalne zamówienie pewnej starszej Pani :)



A tak prezentują się dwie drewniane tace.
Ta z napisem "Home Sweet Home" idealnie nadaje się na podanie śniadania do łóżka! :D Kto miałby ochotę na taki poranek ręka w górę! Bo ja piszę się od razu!!!


Ale po złożeniu nóżek może służyć jaka normalna taca do przenoszenia np. filiżanek z kawą :)


I to już ostatnia taca - truskawkowa.


No i teraz w końcu coś dla naszych kochanych mężczyzn! Bo kto powiedział, że decoupage nie może być dla mężczyzn. Oczywiście, że może! Mam dla nich świetną propozycję, a mianowicie - otwieracze do butelek!




A jak otwieracze, to i przydało by się nosidło do butelek! Prezentuję Wam zatem drewniane męskie nosidło ;)


Tyle na dzisiaj :)
Miłego popołudnia kochani!

wtorek, 7 marca 2017

Krawiecki weekend



Weekend, chyba każdy pracujący w tygodniu czeka na niego z utęsknieniem, mimo  że zawsze tak szybko zleci. To tylko dwa dni, a w domu przecież tyle do zrobienia, trzeba nadgonić cały roboczy tydzień, spędzić czas z najbliższymi i jeszcze odpocząć. Ten weekend był dla mnie baaaaardzo pracowity, oj bardzo! W związku z tym, że zaplanowałam sobie, że będzie to szyciowy weekend, za porządki wzięłam się już w piątek. Menu na te 2 dni to spódniczka z tiulu, kokon niemowlęcy
i oczywiście sówka - muszę z nimi dojść do perfekcji.

Sobota rano, projekt spódniczka START!
Spódniczka okazała się znacznie trudniejsza niż myślałam… To już nie był prosty uszytek poduszki
z bawełny, to już było nie lada wyzwanie ;) Podszewka, tiul, gumka... Ale jeśli powiedziałam „A”, to nie mogło obyć się bez „B”. Jednak w tym przypadku musiałam już zasięgnąć porady u Babci.
Poznałam przy okazji, co to jest ścieg owerlokowy, ba, potrafię już go nawet sama ustawić!  Mnóstwo odmierzania, mnóstwo krojenia i przeszywania, ale na szczęście obyło się bez prucia. Ale przyznam Wam, że napociłam się przy szyciu tej spódniczki niesamowicie, a ile nadenerwowałam, nawyzywałam ;p Ale w końcu, po 4 godzinach, tak, po 4 godzinach, nie pomyliłam się z liczeniem czasu, spódniczka gotowa! :d Uffff, odetchnęłam. Czas na przymiarkę! Wyszła trochę krótsza niż myślałam, no ale cóż, mini przecież też może być.
Wiem już na pewno, że przy następnej tiulówce, obiorę trochę inną taktykę. Bo oczywiście będzie ich więcej! Na wiosnę i lato w pastelowych kolorach mi się marzą. Bardzo lubię tego typu spódniczki
i z pewnością uszyję ich sobie kilka ;) Ale wtedy już na pewno zaopatrzę się w stopkę do marszczenia materiału, bo marszczenie ręczne to jest jakaś kara! Bardzo czasochłonne i nieprzyjemne zajęcie.
Ale dobrze, koniec opowiadania, bo pewnie nie możecie się już doczekać zdjęcia spódniczki ;) A więc, moja pierwsza w życiu tiulówka wygląda tak, oceńcie sami!
Przyjmę wszystko na klatę ;p


Z racji tego, że spódniczka zabrała mi tak naprawdę połowę soboty, a dzień był iście wiosenny, zakończyłam na ten dzień szycie i poszłam delektować się pierwszym ciepłym słońcem!

W niedzielę zaczęłam od przyjemnej sówki. Tym razem wersja Pani sowy śpiącej i kolejne wyzwanie na następny raz, żeby nie malować na materiale oczu a wyszyć je! Bo jak się okazało moja maszyna posiada taką właśnie funkcję. Można wyszyć wszystko, co tylko się chce, imię, napis czy grafikę.
Ale z tego, co wyczytałam, łatwe to nie jest, ale nie zniechęcam się od razu, na wszystko przyjdzie czas!
A oto Pani śpiąca sowa.



Na deser zafundowałam sobie, jak się okazało, bardzo dużo pracy. Nie sądziłam, że aż tyle czasu pochłonie uszycie kokona niemowlęcego. Bardzo duży wykrój, a właściwie dwa wykroje. Do tego lamówka, owata i kulka silikonowa. Zdecydowanie był to hard level. Samo obszycie materiału to pestka, ale wszycie lamówki było nie lada wyzwaniem. Zwłaszcza, jeśli nie ma się w zanadrzu szerszej wstążki i trzeba z dwóch zrobić jedną. I tutaj też, przy następnym kokonie kupię sobie specjalną stopkę do wszywania lamówki, żeby trochę ułatwić sobie życie. Na szczęście w końcu udało mi się ją wszyć, ale nie obyło się przy tym niestety bez prucia. Myślałam, że najgorsze już za mną, ale nie, zostało przeciągnięcie przez nią sznurka. Z uwagi na to, że lamówka nie była wszyta prosto, miałam duże problemy z przełożeniem przez nią sznurka, ponieważ niektóre miejsca były bardzo wąskie, ale ostatecznie dałam radę. Został ostatni proces, którego naprawdę nie lubię, wypychanie materiału kulką sylikonową. Tutaj tej kulki potrzeba było sporo. I jak zaraz zobaczycie na zdjęciu, kokon nie jest niestety na maksa wypchany, bo zabrakło mi już kulki sylikonowej. Ale uważam, że jak a pierwszy raz wyszedł całkiem nie najgorzej :)





I tym sposobem, zrobiło się późne popołudnie :)
Co sądzicie o moich weekendowych uszytkach? A może są tutaj jakieś szyjące kobietki, które podzielą się dobrą radą? :) 

Do następnych realizacji muszę się już zaopatrzyć w materiały i akcesoria krawieckie, bo wykończyłam już prawie wszystkie "odzyskowe" zapasy ;)